swiadectwa
 
PAULINA
Chce Wam opowiedzieć ile zawdzięczam Jezusowi i jakim jest on wspaniałym lekarzem a teraz już śmiało mogę stwierdzić że przyjacielem . Dwa lata temu urodziłam córeczkę. Już w połowie ciąży dowiedziałam się, że jej serduszko nie rozwija się prawidłowo, występuje dysproporcja jam serca a jej aorta jest wąska. Istniała obawa, że u Zuzi rozwinie się najgorsza z możliwych wad serca ? serce jednokomorowe. Do końca ciąży modliłam się żeby tak się nie stało. Po porodzie Zuzie przeniesiono od razu na odział kardiologiczny gdzie zdiagnozowano u niej jej koarktacje aorty. Niedługo potem dopatrzono się kolejnej choroby ? nadciśnienia płucnego. Nadciśnienie płucne to bardzo ciężka i z reguły nieuleczalna choroba. Nigdy nie zapomnę słów pani kardiolog, która przedstawiała nam diagnozę - teraz wszystko w rękach Boga i matki natury. Po trzech tygodniach pobytu w szpitalu wyszłyśmy z Zuzią do domu. Niestety już po dwóch miesiącach Zuzia zachorowała na zapalenie płuc. Niestety zapalenie płuc i nadciśnienie płucne brzmiało jak wyrok. Zuzia była w ciężkim stanie, nie miała siły jeść, była karmiona sondą dożołądkową. Jej stan ciągle się pogarszał i wtedy właśnie zdarzył się cud. Zeszłam do kaplicy przyszpitalnej i znalazłam tam obrazek Jezusa Miłosiernego z tekstem Koronki do Miłosierdzia Bożego. Przypomniałam sobie o tej modlitwie i zaczęłam ją gorliwie odmawiać a obrazek powiesiłam nad łóżeczkiem córki. Stan Zuzi zaczął się poprawiać i wkrótce zdrową mogłam ją przywieźć do domu. Niedługo potem trafiliśmy na oddział kardiologii gdzie po badaniach poinformowano mnie, że ku zdumieniu lekarzy nadciśnienie płucne wycofuje się w bardzo szybkim tempie. Niestety przed nami pozostawała ciągle myśl o nieuchronnej operacji wycięcia zwężonego odcinka aorty. Nie przestawałam odmawiać codziennie koronki, zaczęłam uczęszczać na msze o uzdrowienie i prosić Jezusa o całkowite wyleczenie Zuzi . Dziś Zuzia ma prawie dwa latka, nie posiada żadnych cech niewydolności krążenia, po nadciśnieniu płucnym nie ma już śladu od ponad roku a na ostatniej kontrolnej karcie informacyjnej leczenia szpitalnego widnieje notatka cytuje? Biorąc pod uwagę systematycznie zmniejszający się stopień zaburzeń hemodynamicznych związanych z wadą, dziewczynka nie wymaga leczenia? Wiem, że to wszystko dzięki modlitwie wielu osób a przede wszystkim dzięki zawierzeniu mojego dziecka Jezusowi Miłosiernemu. To jednak nie koniec mojej przygody z Jezusem. We wrześniu zeszłego roku modliłam się o zdrowie dzieci na mszy o uzdrowienie, padły wtedy sława? jest tutaj kobieta która modli się o zdrowie swoich dzieci. Pan Jezus mówi ? nie martw się, ja się nimi zajmę. Zajmij się sobą ponieważ zaniedbałaś swoje zdrowie ? Wiedziałam, że to do mnie. Postanowiłam zdiagnozować dolegliwości, które mi od jakiegoś czasu dokuczały. Po wstępnych badaniach trafiłam do szpitala, gdzie zdiagnozowano mi mięśniaka wielkości 13,5 cm. Ktoś pomyśli że mięśniak to nic groźnego jednak tak duży guz który urósł w ciągu niespełna dwóch miesięcy budził podejrzenie jego złośliwego charakteru. Miałam wkrótce zgłosić się na operacje usunięcia guza. Jak zwykle modliłam się gorąco o uzdrowienie, odmawiałam koronkę i prosiłam Jezusa ? Jezu zabierz tego guza ode mnie. I Jezus mnie jak zwykle nie zawiódł. Ku zdumieniu lekarzy po kilku dniach wykonana tomografia komputerowa oraz kontrolne badania usg nie wykazały obecności mięśniaka oraz żadnych innych zmian patologicznych. Mięśniak wielkości dużej pomarańczy po prostu zniknął. Dziś modle się o właściwą diagnozę, polepszenie wyników moich badań i moje uleczenie. Jestem pewna że Pan Jezus mi w tym pomoże ponieważ zawierzyłam mu siebie i całą swoją rodzinę do czego serdecznie namawiam wszystkich. Jestem teraz zupełnie innym człowiekiem Jezu Dziękuje Ci i Ufam Tobie.
 
ADAM SZRENIAWA
ADAM SZRENIAWA-ZĄBKOWICE ŚLĄSKIE Nie wstydzę się Jezusa i przynależności do Kościoła Katolickiego.Wiem ile znaczy modlitwa i wiara-szczególnie cenię sobie modlitwę różańcową.Jestem dumny z tego,że rodzice przez Chrzest Święty włączyli mnie do Wspólnoty Kościoła.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
1  
2  
 
 
Dodaj swoje świadectwo
 
 
 
Avatar:

plik .jpg, max 1MB
 
Treść: *
 
Podpis: *
 
Przepisz kod z obrazka
 
 
WYŚLIJ
 
2014-05-28 22:58:00     PAULINA
Chce Wam opowiedzieć ile zawdzięczam Jezusowi i jakim jest on wspaniałym lekarzem a teraz już śmiało mogę stwierdzić że przyjacielem . Dwa lata temu urodziłam córeczkę. Już w połowie ciąży dowiedziałam się, że jej serduszko nie rozwija się prawidłowo, występuje dysproporcja jam serca a jej aorta jest wąska. Istniała obawa, że u Zuzi rozwinie się najgorsza z możliwych wad serca ? serce jednokomorowe. Do końca ciąży modliłam się żeby tak się nie stało. Po porodzie Zuzie przeniesiono od razu na odział kardiologiczny gdzie zdiagnozowano u niej jej koarktacje aorty. Niedługo potem dopatrzono się kolejnej choroby ? nadciśnienia płucnego. Nadciśnienie płucne to bardzo ciężka i z reguły nieuleczalna choroba. Nigdy nie zapomnę słów pani kardiolog, która przedstawiała nam diagnozę - teraz wszystko w rękach Boga i matki natury. Po trzech tygodniach pobytu w szpitalu wyszłyśmy z Zuzią do domu. Niestety już po dwóch miesiącach Zuzia zachorowała na zapalenie płuc. Niestety zapalenie płuc i nadciśnienie płucne brzmiało jak wyrok. Zuzia była w ciężkim stanie, nie miała siły jeść, była karmiona sondą dożołądkową. Jej stan ciągle się pogarszał i wtedy właśnie zdarzył się cud. Zeszłam do kaplicy przyszpitalnej i znalazłam tam obrazek Jezusa Miłosiernego z tekstem Koronki do Miłosierdzia Bożego. Przypomniałam sobie o tej modlitwie i zaczęłam ją gorliwie odmawiać a obrazek powiesiłam nad łóżeczkiem córki. Stan Zuzi zaczął się poprawiać i wkrótce zdrową mogłam ją przywieźć do domu. Niedługo potem trafiliśmy na oddział kardiologii gdzie po badaniach poinformowano mnie, że ku zdumieniu lekarzy nadciśnienie płucne wycofuje się w bardzo szybkim tempie. Niestety przed nami pozostawała ciągle myśl o nieuchronnej operacji wycięcia zwężonego odcinka aorty. Nie przestawałam odmawiać codziennie koronki, zaczęłam uczęszczać na msze o uzdrowienie i prosić Jezusa o całkowite wyleczenie Zuzi . Dziś Zuzia ma prawie dwa latka, nie posiada żadnych cech niewydolności krążenia, po nadciśnieniu płucnym nie ma już śladu od ponad roku a na ostatniej kontrolnej karcie informacyjnej leczenia szpitalnego widnieje notatka cytuje? Biorąc pod uwagę systematycznie zmniejszający się stopień zaburzeń hemodynamicznych związanych z wadą, dziewczynka nie wymaga leczenia? Wiem, że to wszystko dzięki modlitwie wielu osób a przede wszystkim dzięki zawierzeniu mojego dziecka Jezusowi Miłosiernemu. To jednak nie koniec mojej przygody z Jezusem. We wrześniu zeszłego roku modliłam się o zdrowie dzieci na mszy o uzdrowienie, padły wtedy sława? jest tutaj kobieta która modli się o zdrowie swoich dzieci. Pan Jezus mówi ? nie martw się, ja się nimi zajmę. Zajmij się sobą ponieważ zaniedbałaś swoje zdrowie ? Wiedziałam, że to do mnie. Postanowiłam zdiagnozować dolegliwości, które mi od jakiegoś czasu dokuczały. Po wstępnych badaniach trafiłam do szpitala, gdzie zdiagnozowano mi mięśniaka wielkości 13,5 cm. Ktoś pomyśli że mięśniak to nic groźnego jednak tak duży guz który urósł w ciągu niespełna dwóch miesięcy budził podejrzenie jego złośliwego charakteru. Miałam wkrótce zgłosić się na operacje usunięcia guza. Jak zwykle modliłam się gorąco o uzdrowienie, odmawiałam koronkę i prosiłam Jezusa ? Jezu zabierz tego guza ode mnie. I Jezus mnie jak zwykle nie zawiódł. Ku zdumieniu lekarzy po kilku dniach wykonana tomografia komputerowa oraz kontrolne badania usg nie wykazały obecności mięśniaka oraz żadnych innych zmian patologicznych. Mięśniak wielkości dużej pomarańczy po prostu zniknął. Dziś modle się o właściwą diagnozę, polepszenie wyników moich badań i moje uleczenie. Jestem pewna że Pan Jezus mi w tym pomoże ponieważ zawierzyłam mu siebie i całą swoją rodzinę do czego serdecznie namawiam wszystkich. Jestem teraz zupełnie innym człowiekiem Jezu Dziękuje Ci i Ufam Tobie.
 
2014-03-28 06:55:00     ADAM SZRENIAWA
ADAM SZRENIAWA-ZĄBKOWICE ŚLĄSKIE Nie wstydzę się Jezusa i przynależności do Kościoła Katolickiego.Wiem ile znaczy modlitwa i wiara-szczególnie cenię sobie modlitwę różańcową.Jestem dumny z tego,że rodzice przez Chrzest Święty włączyli mnie do Wspólnoty Kościoła.
 
2014-03-22 21:19:00     odwaga popłaca
Króluj nam Chryste ! Zawsze i wszędzie ! - [ domysł reakcji czytelnika ] :) Moi drodzy. Wiara to najważniejsza sprawa. Wiara jest gwarantem naszego życia. Pisze to osiemnastolatek, tegoroczny maturzysta, od roku lektor, wcześniej NIE ministrant, od 2,5 roku członek wspólnoty młodzieżowej, humanista, od 3,5 roku posiadacz breloka, który zapewne większość z Was drodzy czytelnicy posiada, przyszły...... Dlaczego owy osiemnastolatek dokonał autokreacji w trzecim paragrafie swego wywodu ? Ano, dlatego aby wnikliwy czytelnik miał udogodnione warunku do odbioru i interpretacji słów czytanych. Dlaczego wiara jest najważniejszą sprawą ? Bowiem wszystko porządkuje. Każdy, najmniejszy nawet aspekt naszego życia winien być jest uporządkowany. I jeśli masz w sobie drogi czytelniku wystarczającą dużo wiary, reszta spraw, decyzji jest w najlepszym porządku. Co czynić, aby mieć w sobie dużo wiary ? Rozwijać się ! Po co, nam wiara ? Do rozwoju osobistego, do znalezienia odpowiedzi na pytanie, co mam czynić, żeby osiągnąć maksymalny stopień własnej eksploatacji. Eksploatacji miłości. Miłość, to ważne słowo w kontekście wiary. Aby czemuś zawierzyć, musisz to najpierw pokochać. Aby kogoś pokochać, musisz najpierw zawierzyć. Niepotrzebne skreślić :) Ok, teraz własne świadectwo. Jak już wnikliwy czytelniku rozpoznałeś w trzecim akapicie jestem osobą dość aktywnie angażującą się w religijne formacje, grupy, etc. I przyznam ci drogi czytelniku, że te wszystkie działania, jakie podejmuję, jakie zbliżać mnie mają do Jezusa, Któremu na Świętych Rekolekcjach zawierzyłem swoje życie, utwierdzają mnie w takiej myśli : im bliżej jesteś Boga, im lepiej chcesz Go poznać, tym bardziej utwierdzasz się w przekonaniu, jak mało Go znasz. Wiara jako gwarant naszego życia. Cieszę się drogi czytelniku, że dotrwałeś do tego momentu. Człowiek jest istotą- jedyną w swoim rodzaju, bo umiłowaną przez Boga. Stąd też, jeśli potraktujesz Boga jako Kogoś, kto ciebie umiłował, to zakładasz ,że Ów chce dla ciebie dobra. I to jest wiara. Założenie dobra, które pochodzi od Boga, Który sprawił, że to dobro może pochodzić od ciebie ! Naprawdę tak jest. Zauważ, jak wiele spraw od ciebie zależy. Jak nie ty, to kto ? Jak nie ty, to kto ma być Kościołem [ czyli -wspólnotą ludzi wierzących przyp. red. ] ? Jak nie ty, to kto ma wychować dzieci w duchu katolicyzmu ? Jak nie ty, to kto ma mówić prawdę ? Jak nie ty, to kto ma walczyć o wolność ? [ religijną również ] Jak nie ty, to kto ma wierzyć ? \\\" Nie wstydzę się Jezusa \\\" ? Wspaniale, ale co dalej ? Jakie dajesz świadectwo wiary n a c o d z i e ń ? Współczesny świat to wyzwanie. Dla ciebie również, a może przede wszystkim drogi czytelniku. Wyzwanie, w którym potrzeba ludzi wierzących, odważnych, którzy każdego dnia toczą bitwę o drugiego człowieka. Jak nie ty, to kto ? Ostatnia refleksja drogi czytelniku. Myślałem dość dużo o powołaniu. Słowo dość powszechne i szalenie oficjalne. Moim zdaniem za oficjalne. Jezus powołuje ciebie każdego dnia, w każdej sytuacji do różnych świadectw wiary. Powołanie jako świadectwo wiary ? Tak jest drogi czytelniku. Z resztą pewnego dnia, Jezus powołał cię, do tego abyś wszedł na stronę mt.1033.pl i zamówił pewien brelok. Mogłeś w tym czasie robić milion innych rzeczy, np. pograć w grę planszową, tudzież wyjść na rower/ telewizja też wchodzi w grę. A jednak, postanowiłeś zamówić brelok. Jezus cię do tego powołał. Reszta zależy już od ciebie. \\\"Zrozum człowieku, jak wiele znaczysz\\\" - św. Augustyn Niech cię Bóg błogosławi.
 
2014-02-22 15:16:00     Marta
Przed spotkaniami przygotowującymi do Bierzmowania Pan Jezus po prostu dla mnie był. Do Kościoła chodziłam bo moja rodzina jest wierząca więc nie wypadało nie iść w niedzielę do Kościoła. Jednak z biegiem czasu i z przemijającymi spotkaniami do bierzmowania zmieniło się w moim życiu. Tak jakby coś przełamało barierę oddzielającą mnie i Pana Jezusa od siebie. Moje życie zmieniło się. Zrozumiałam, że do Pana Jezusa mogę zgłosić się z każdym problemem, z każdą prośbą. Wiem, że kiedy będzie to możliwe on mi pomoże. Wiem też, że nie ważne co bym zrobiła Jezus mi wybaczy. Za to jestem mu bardzo wdzięczna. W życiu nie zawsze jest z górki, ale nawet w najgorszej sytuacji czuję, że Pan Jezus jest obok mnie, że mnie wspiera. Kiedyś Pismo Święte było dla mnie zwykłą książką rzuconą na półkę i w ogóle nie używaną. A teraz czytam je codziennie. Stało się ono częścią mojego życia, moją lekturą. Wiem, że bez niego było by ciężko. Że życie bez niego w pewnym sensie straciło by sens. W nim znajduje odpowiedź na każde moje pytanie.W tej chwili Pan Jezus jest moim przyjacielem. Moje nastawienie do Pana Jezusa i Kościoła zmieniło się całkowicie. Dlatego też zdecydowałam się zostać lektorką w swojej parafii. Nie żałuję tego, bo czuje, że zostałam do tego powołana przez Boga. Przez to czuję, że jestem bliżej Pana Jezusa. Myślę, że warto otworzyć swoje serce i duszę dla niego. To uczucie jest piękne. Życie nabiera jeszcze większego sensu.
 
2014-02-12 21:18:00     Zosia
W ciągu dotychczasowych 48 lat życia doświadczam NIEUSTANNIE, tj. codziennie Bożej obecności. Jako Trójosobowego Boga. Doświadczam także obecności naszej wspaniałej, najświętszej Matki, Maryi. Daję świadectwo że On Istnieje- Jest niesamowicie czuły, pokorny i dlatego jeśli staniesz się na tyle prosty jak dziecko by w zupełnej szczerości swego serca prosić Go o łaskę doświadczenia Jego obecności, jestem w 100%-ach pewna że ją otrzymasz. Dla Boga nie ma nikogo droższego niż Ty. Podobnie jak dla Rodzica kochającego każde ze swoich dzieci choćby miał ich wiele, każdy z nas jest dla Niego całym światem! Tyle że mocy tej CUDOWNEJ MIŁOŚCI nie ma co porównywać z nawet najczulszą ludzką miłością... Bóg Jest URZEKAJĄCY.
 
2014-01-25 12:46:00     Paulina
Szczęść Boże! Nazywam się Paulina. Mam 18 lat. Długo zbierałam się aby napisać swoje świadectwo. Siedem lat temu zwątpiłam w Boga, twierdziłam, że go nie ma. Wszystko zaczęło się wtedy gdy mój brat zachorował. Nie wiedziała dlaczego tak się stało, szukałam odpowiedzi, lecz na próżno. Nikt nie był w stanie mi pomóc. Przez 6 lat nie chodziłam do Kościoła. Wszyscy dziwili się, że z mądrej, dobrze wychowanej dziewczyny, zrobiła się ?postać? która tylko z wyglądu przypominała mnie. Zaczęły się problemy, picie alkoholu, papierosy. Wpadłam w złe towarzystwo. Rodzice starali się mi pomóc, rozmową, krzykiem itd. Lecz bez większego skutku. Wtedy na pomoc przyszedł mi jeden ze znajomych. Zawsze gdy wracałam z Empiku on wracał ze szkoły muzycznej, siedzieliśmy i gadaliśmy. Starał się mnie namówić na niedzielną mszę, na modlitwę. Na początku mu się nie udawało, lecz jego silna wiara i zaufanie do Boga pomagały mu aby próbować i próbować nawrócić ?zgubioną owieczkę? "Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? 5 A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona 6 i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: "Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła".( Łk 15, 4-7) W końcu udało mu się mnie namówić na mszę, choć nie chętnie. Poszłam na mszę. Siadłam w ostatniej ławce, i co chwile patrzyłam na zegarek. Potem poszłam na kilka mszy w szkolnej kaplicy. Na jednej z tych mszy stało się coś fascynującego. Coś we mnie pękło, a raczej się zrodziło. Dziś wiem, że to Chrystus zawitał w moim sercu na nowo. Narodziła się we mnie miłość do Boga. Poczułam, że jestem nieszczęśliwym człowiekiem. Widziałam wszystkich młodych ludzi, którzy byli uśmiechnięci , radośni. Też tak chciałam. Wiedziałam, że czeka mnie ciężka spowiedź. Przez tydzień robiłam dokładny rachunek sumienia , i na kolejnej mszy w kaplicy poprosiłam księdza o spowiedź. Nie umiałam całej formuły spowiedzi, ale Ksiądz powiedział, że jest to najmniejszy problem. Wtedy pierwszy raz od 6 lat przyjęłam Komunię Świętą. Nie potrafię teraz opisać szczęścia, któro wtedy po mszy mnie ogarnęło. Czułam się kochana. Od maja 2013 r. jestem z Bogiem. Ani razu mnie nie zawiódł. Następnie byłam na Wieczorze Uwielbienia. Wtedy mogłam powiedzieć swoje świadectwo Wiary. Wszyscy byli wsłuchani, a potem gdy wracałam widziałam uśmiech na twarzach tych ludzi. Poczułam wtedy, że oni też są ze mną. Potem dowiedziałam się o Nowennie Pompejańskiej. Intencja zrodziła się sama? O łaskę wiary? . Odmawianie nowenny było trudne. Zmęczenie, lenistwo, sen. Ale mój Anioł Stróż wtedy mi pomagał, budził mnie o 23 i motywował do odmówienia jej. W pierwszej części nowenny nic takiego się nie działo. Czytałam świadectwa ludzi, którzy odmawiali ją i dopiero za którymś tam razem poczuli ulgę i wypełnienie intencji. Tak też myślałam, że będzie u mnie. Wiec z pokorą klękałam obok łóżka brałam różaniec, karteczkę i modliłam się. Skończyłam część błagalną( Jako takich owoców nie widziałam) i zaczęłam część dziękczynną. Tutaj zaczęło się dziać. Poczułam potrzebę częstej modlitwy. Za mojego znajomego, którego poznałam w październiku. Martwiłam się o niego, zaczęliśmy dużo rozmawiać o Bogu, uczyłam go jak odmawiać różaniec. I od słowa do słowa okazało się, że co wieczór odmawiamy tz ?Tajemnice szczęścia?. Jest to 15 modlitw o łaski dla siebie. Kolejnymi owocami Nowenny była chęć pójścia do Bierzmowania, którego nie miałam. A Bóg chciała tak, że w maju tego roku w mojej parafii będą Rekolekcję Ewangelizacyjne, podczas których odbędzie się Sakrament Bierzmowania. Od razu się zapiałam. Dzięki nowennie zyskałam wiarę w siebie i w ludzi, którzy na co dzień mnie otaczają. Nowennę skończyłam 1 stycznia. A następnie zaczęłam drugą tym razem za mojego przyjaciela. Pan jest wielki. I teraz wiem, że jest ze mną. Kiedy jest źle wiem, że mogę do niego mówić a On mnie słucha. Po szkole staram się codziennie być w Kościele i się modlić. Mogłabym tam siedzieć godzinami. Zgubiłam się a Pan mnie odnalazł. On jest moim Pasterzem. Chwała Ci Panie, za wszystko Alleluja! Paulina
 
2014-01-09 19:44:00     P MARIAN.
NIE WSTYDZĘ SIĘ JEZUSA JESTEM WIERZĄCYM ORAZ PRAKTYKUJĄCYM KATOLIKIEM,CIESZĘ SIĘ ŻYCIEM ORAZ RODZINĄ NIE PIJĘ 11 LAT NIE PALĘ 3 LATA,JESTEM SZCZĘŚLIWY,DZIĘKUJĘ BOGU ZA URATOWANIE MOJEJ ŻONY PO CIĘŻKIEJ CHOROBIE PO DWÓCH UDARACH JEST SPRAWNA FIZYCZNIE I UMYSŁOWO.
 
2013-11-21 15:45:00     mk
Maria Kurzydło Migdy nie wstydziłam się że jestem katoliczką ale nieodrazu wiedziałam ze Jezus jest przy mnie w każdym momencie mojego życia. Teraz już wiem że bez Niego nie byłabym tak szczęsliwa
 
2013-11-19 14:26:00     Weronika
NIE UMIEM WSTYDZIĆ SIĘ JEZUSA!!! PO PROSTU NIE UMIEM!!! Przecież ON nie wstydzi się mnie choć jestem taka mała, krucha, słaba, lękliwa... Lecz pomimo całej mojej słabości, kruchości, niepewności, nie pojmowania wielu spraw i Bożych planów...NIE WSTYDZĘ SIĘ JEZUSA!!! I wiem...ŻE TO JEGO WYŁĄCZNA WE MNIE ZASŁUGA!!! JEZUS jest dla mnie WSZYSTKIM! Dosłownie wszystkim: moim oddechem, myśleniem, działaniem, spojrzeniem, słowem, czynem, pracą...i wiem, że jest we wszystkim co przeżywam: w radości i w smutku, w tęsknocie i spełnieniu, w upadku i powstaniu, w drodze i w domu, w tłumie i w samotności, w zrozumieniu i niezrozumieniu, w odpoczynku i zmęczeniu, w akceptacji i odrzuceniu... Dla mnie NAJWAŻNIEJSZE jest to, ŻE ON JEST!!! ŻE KOCHA bez znużenia i zmęczenia!!!, ŻE ... WEŹMIE MNIE W NAJLEPSZYM DLA MNIE MOMENCIE DO SIEBIE!!! I choć Go nie czuję i często nie pojmuję Jego działania,... TO MAM TĘ ŁASKĘ PEWNOŚCI, ŻE ON JEEEEEEEEEST!!! I Że ZAWSZE DZIAŁA NA MOJĄ KORZYŚĆ CHOĆ CZĘSTOKROĆ JEST TO WSZYSTKO NIE PO MOJEMU!!! Ale mam głębokie przekonanie, że On wie co dla mnie najlepsze!!! ...i błagam Go każdego dnia by pomagał mi rozpoznawać, przyjmować, wypełniać, i kochać Jego Wolę! Pozdrawiam Was Wszystkich bardzo gorąco i nieustannie powierzam wszystkich Dobremu Bogu! :) Weronika Teresa z Supraśla :)
 
2013-11-10 22:07:00     Jakub Niekrasz
Nie wstydzę się Jezusa, chociaż często upadam i tak jak św. Piotr czasami się go zapieram i wtedy żałuję. On jest moją tarczą, zbroją i mieczem. On jest naszą drogą, prawdą i życiem. Któż jak nie On? Tylko Jezus Chrystus może nam pomóc. A brelok noszę przy kluczach do mieszkania i zachęcam wszystkich, aby nie wstydzili się naszego Pana - Jezusa Chrystusa.
 
1  | 
2  | 
3  | 
4  | 
5  | 
6  | 
 ... 
55 
 
Bp Suski: wulgarna profanacja Biblii to przejaw agresywnej nietolerancji
Zdaniem bp. Andrzeja Suskiego „publicznej profanacji Biblii nie da się w żaden sposób usprawiedliwić”. Biskup toruński wydał 8 września oświadczenie pt. „Tolerancja dla agresywnej nietolerancji”, w którym zaznacza, że „wulgarna profanacja Biblii oraz innych symboli religijnych to w rzeczywistości przejaw agresywnej nietolerancji wobec osób, dla których są one świętością”. „Wmawianie społeczeństwu, że bezczeszczenie tych świętości jest »ekspresją artystyczną« zakrawa na perwersję, czyli nazywanie zła dobrem” – uważa bp Suski.
 
Krzyż jest niezmiernie ważny dla chrześcijan
Dlaczego? Inni mówią, że to tylko symbol, od którego ważniejsze jest wypełnianie Bożych przykazań.
- Używając krzyża, przyznajemy się do wiary w Chrystusa i do przynależności do Jego Kościoła.
 
 
 
Copyright © Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej               WWW.PIOTRSKARGA.PL