wydarzenia
Chiny nie zdominują świata - są za mało twórcze
2011-10-05

Xue Xinran, uznana pisarka i dziennikarka brytyjska, która urodziła się w Pekinie wyjaśnia na łamach brytyjskiej gazety „The Daily Telegraph”, dlaczego Chiny nie zawojują świata i nie zagrożą największemu mocarstwu, tj. Stanom Zjednoczonym. Choć przyznaje, że w kraju jej pochodzenia dokonały się niesamowite zmiany, to jednak podkreśla, że Chińczycy to mało twórcze społeczeństwo złożone z przemęczonych ludzi „goniących za pieniędzmi”, coraz bardziej egoistyczne i pozbawione globalnej wizji.

Xue Xinran przyznaje, że często spotyka się z pytaniami, czy Chiny są w stanie obalić mocarstwową pozycję Stanów Zjednoczonych i czy są naprawdę gotowe do rządzenia światem.

Xinran, urodziła się w Pekinie w 1958 r., ale od 1997 r. mieszka w Wielkiej Brytanii, gdzie pracuje jako dziennikarka. Często jednak podróżuje z mężem do Chin.

Pisze ona, że „Chiny to śpiący lew, o którym Napoleon mówił: »Pozwólcie mu spać, bo jak się przebudzi, to wstrząśnie całym światem«”. Xinran dodaje, że dwa wieki później ten lew zaczął ryczeć. Firmy zagraniczne w Azji, fabryki w Afryce, a nawet wioski we Włoszech i ulice we Francji zaczęły być rozchwytywane przez przenikliwych chińskich biznesmenów. 

Chociaż obserwuje się wyraźnie spowolnienie na świecie, Chiny wciąż pozostają największym tanim producentem towarów i największym wierzycielem USA, a jak przewiduje jedna z liczących się agencji ratingowych, juan już wkrótce może wyprzedzić dolara jako główną walutę rezerwową.

Dziennikarka zauważa, że w londyńskiej dzielnicy, w której mieszka jest mnóstwo szkół oferujących naukę języka chińskiego już najmłodszym dzieciom. Rodzice inwestują w ich przyszłość. Gdziekolwiek się spojrzy odnosi się wrażenie, że dominacja Chin wydaje się być nieunikniona. „Ale czy tak jest naprawdę?” – zapytuje Xinran.

Pisze ona, że przynajmniej dwa razy w roku wraca do Chin, aby zaktualizować i zweryfikować swoje spojrzenie na ten kraj, tak dynamicznie się zmieniający. Podróżuje nie tylko po największych miastach, ale także odwiedza wieś, gdzie zamieszkuje blisko 70 proc. populacji chińskiej.

Po ostatniej podróży ma złe wspomnienia związane z niesamowicie zatłoczonymi ulicami. Przyznaje, że większość czasu spędziła niejako „w drodze”, stale podróżując i próbując dotrzeć do różnych miejsc, stojąc w niekończących się korkach. Dodaje, że jest to jedna z zauważalnych zmian w kraju, świadcząca o bogaceniu się Chińczyków. Obecnie samochody posiada tam już ponad 100 mln osób. Tym samym kraj ten zajmuje drugie miejsce na świecie pod względem ilości posiadanych aut, po USA gdzie jest ich 285 milionów.

Dziennikarka prowadząc rozmowy ze zwykłymi ludźmi dowiedziała się ,że wielu młodych mężczyzn z obszarów wiejskich marzy o pójściu do wojska, gdyż jest to szansa na wybicie ekonomiczne. Można się tam wyuczyć jakiegoś zawodu. Jednak nawet w mieście nie jest im łatwo żyć. Pracują po kilkanaście godzin na dobę, aby zarobić pieniądze niezbędne na utrzymanie mieszkania oraz na zapłacenie żłobka lub przedszkola dla zwykle jednego dziecka.

Młodzi rodzice prawie w ogóle nie widują swoich pociech, bo ciągle są poza domem. Wielu z nich podkreśla, że każdy w kraju zajęty jest „robieniem pieniędzy”. Wszyscy za czymś biegają. Dziennikarka konkluduje, że „chińskie społeczeństwo to niezwykle zabiegani i przepracowani ludzie”. Na przykład w Szanghaju kierowców taksówek obowiązuje 15-godzinny dzień pracy. Niektórzy pracują nawet po 18 godzin bez przerwy. Wielu Chińczyków jest gotowych pracować dłużej, bez urlopu w nadziei na zarobienie dodatkowych pieniędzy.

„Chiny – pisze dziennikarka - stały się maszyną do tworzenia dobrobytu i możliwości, ale jest to naród wyczerpanych pracowników”. Wątpi ona, aby mogli oni kiedyś zdominować świat.

Wskazuje także na fatalne konsekwencje polityki jednego dziecka. Dzieci z największych 40 miast żyją w zamkniętym świecie „trzech ekranów (telewizor, komputer i telefon komórkowy)”. Ubierają się w markowe ubrania znanych projektantów, podróżują w pierwszej klasie, kupują domy i samochody, wyjeżdżają na naukę za granicę na rok lub dwa lata. Dla tych młodych „super-bogatych" cena nie jest żadną barierą. Latają nawet na zakupy do Hong Kongu.

Jednak, jak zauważa Xinran, trudno wyobrazić sobie ich jako następców poprzedniej generacji chińskich przedsiębiorców. Między innymi dlatego, że wielu z nich po prostu nie ma pojęcia jak zrobić najprostszą rzecz. Wielu nigdy nie zasłało swojego łóżka. Krytycy zauważają, że obecny system szkolnictwa - mający obsesję na punkcie wykonywania testów i zapamiętywania obszernych partii materiału - dławi, a nie zachęca do kreatywności.

Wciąż obowiązują te same zasady rekrutacji na uczelnie wyższe, które zostały opracowane przez rząd cesarski w VI wieku. Promuje się osoby, mające świetną pamięć, niezwykłe zdolności logicznego i analitycznego myślenia i niewiele wyobraźni. Dlatego też, jak zauważają specjaliści z Yale, Chiny mogą być postrzegane jako genialny naśladowca, ale nie innowator. Chińczycy potrafią znakomicie powielać zachodnie wzorce, ale nie są twórczy. Jak bardzo są genialnymi naśladowcami może świadczyć niedawne odkrycie 22 fałszywych sklepów Apple w Kunming, w stolicy prowincji Yunnan w południowo-zachodnich Chinach. Sklepy były na tyle przekonujące, że zatrudnione w nich osoby wierzyły, iż pracują dla firmy Apple. 

Xinran dodaje, że nawet jeśli Chińczycy dominują w jakiejś branży twórczej, to nie dlatego, że wymyślili coś genialnego, ale dlatego, że zakupili całą linię technologiczną z Zachodu.

Genialny chiński innowator Liu Jun powiedział ostatnio: „Powodem, dla którego Chińczycy nie mają globalnych firm jest to, że nie mamy wizji globalnej. Chińscy projektanci myślą tylko o tym, co sprawia przyjemność im, a nie klientom. Jest to ogromny problem”. Xinran cytuje specjalistów, którzy mówią, że chińskie struktury korporacyjne są bardzo sztywne. Według Daniela Altmana, konsultanta w Dalberg Global Advisors Development, oryginalne pomysły „muszą przenikać przez tak wiele warstw hierarchii, że większość nie przetrwa zanim dotrze do góry”. Dodał on, że Chiny mają długą drogę, zanim będą w stanie wspierać przedsiębiorczość tak, jak robią to Amerykanie.

Nawet Chińczyków dopadł kryzys. Hsien Ping Lang, profesor finansów na Uniwersytecie w Hong Kongu, znany krytyk chińskiej gospodarki, przestrzega, że obawy o stan gospodarki USA są przesadzone i że tak naprawdę dużo gorsza sytuacja finansowa panuje w Chinach. Pisał on niedawno: „Nasza gospodarka nie jest zdrowa, a produkcja przemysłowa w Chinach będzie się kurczyć”. Zwrócił uwagę, że w najbliższym czasie zostanie zlikwidowanych od 30 do 40 procent firm, ponieważ pogorszyły się warunki inwestycyjne we wszystkich dziedzinach i istnieje poważna nadwyżka mocy. Trudności te doprowadziły już do ??kryzysu produkcji i wielu przedsiębiorców musiało zlikwidować swoje firmy. Lang przestrzegł także przed fatalnymi konsekwencjami pęknięcia bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości. Zaapelował o to, aby władze zrobiły wreszcie coś z systemem edukacji, który jego zdaniem jest przestarzały i nie daje nadziei na lepszą przyszłość.

Xinran podsumowując spostrzeżenia poczynione podczas ostatniej podróży zwraca uwagę, że w jej kraju widoczny jest przede wszystkim chaos. Na drogach ginie co roku 76 tys. osób. Od 2001 roku drastycznie zaczęła rosnąć liczba rozwodów. Obecnie najwięcej ich jest w Pekinie (rozpada się 39 procent małżeństw) i Szanghaju (38 procent).

Rozwodzą się głównie młodzi ludzie (w wieku 20 i 30 lat). Większość z nich to pokolenie tzw. polityki jednego dziecka. Wiele z tych osób nie chce wcale mieć potomstwa, bo „nie będzie się miał kto nim opiekować”. Xinran pisze, że prawdą jest, iż Chiny się zmieniają, ale nie jest to zmiana pozytywna i twórcza, która pozwoliłaby im zająć pozycję supermocarstwa na świecie. Dodaje, że „Chiny to śpiący lew, śniący na jawie, którego trzeba karmić i utrzymywać przy życiu”. Nie jest to jednak lew, który byłby w stanie zagrozić dominacji USA w świecie i nadawać ton wszystkim krajom.

Źródło: „The Daily Telegraph”, AS

Komentarz PiotrSkarga.pl:
Łatwo zrozumieć ten stan rzeczy jeśli uświadomimy sobie zło, jakie wyrządził temu krajowi komunizm oraz prześladowanie Kościoła katolickiego, który wciąż nie może tam swobodnie głosić Dobrej Nowiny o Zbawieniu.
 
dołącz
 
 
Wielu „katolików” nie chce krzyża w przestrzeni publicznej
Dlaczego niektóre środowiska i osoby deklarujące się jako katolicy nie czują takiej potrzeby?
- Są to wyznawcy "świętego spokoju", ludzie letni.
 
Tomasz Zubilewicz
- polski prezenter telewizyjny: Ja miałem przyjemność spotkać się z Panem Bogiem. Utożsamiam to ze spotkaniem z Jezusem i od tego momentu moje życie nabrało nieco innego wymiaru.
 
 
 
Copyright © Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej               WWW.PIOTRSKARGA.PL